piątek, 30 sierpnia 2013
Rozdział Pierwszy.
Godzina dwudziesta druga, leżę pod starą kołdrą w ciemnym pomieszczeniu i modlę się aby już nie było żadnych niespodzianek. Ciągle w myślach przewijają się czarne "chmury", po raz tysięczny zastanawiam się nad ucieczką z tego miejsca, ale już po chwili zdaje sobie sprawę z tego że to nie realne. Nagle moje rozmyślania przerywa ciche wołanie zza drzwi.
- Julie. - Od razu rozpoznałam ten sykliwy głos.
Do pokoju wszedł wysoki mężczyzna, lekko umięśniony, o niebieskich oczach i blond włosach, jego nos tak jakby miał garba, dlatego wszyscy mówili na niego"kinol".
Wiedziałam co teraz nastąpi, pod powiekami zbierały mi się łzy, mimo to nadal leżałam tyłem udając że śpię.
- Nie udawaj. - Złapał mnie za ramię i odwrócił w swoją stronę.
Zacisnęłam powieki, mimo to zsunął ze mnie kołdrę. Na samą myśl o tym co.zaraz się wydarzy robiło misie nie dobrze. Słyszałam jak zdejmuje pasek, ale nie byłam w stanie otworzyć oczu. Już po chwili zaczął mnie rozbierać, jak zawsze starałam się wyrwać, ale on jest silniejszy. Kiedy już byłam naga, zaczął ssać moje sutki, moje poliki były zalane łzami. Kiedy skończył wszedł we mnie gwałtownie zakrywając mi ust dłonią aby stłumić mój krzyk pomieszany z głośnym szlochem. Jego ruchy były bardzo gwałtowne, wiedziałam że nie wytrzymam i zemdleje, ale on nie zwracał na to uwagi. Zaczął mnie bić po żebrach, a ja zaczęłam odpływać. Kiedyś myślałam, że kobiety z seksu czerpią przyjemność, na tą chwilę dla mnie stosunek mógłby nie istnieć. Uważam ze nigdy nie poczuje przyjemności z tej czynności, a tak bardzo bym chciała. Rano obudziłam.się naga przykryta kołdrą, narzuciłam na siebie szlafrok i podeszłam do lustra. Zobaczyłam w nim blada dziewczynę z podkrążonymi oczami i siniakami na ciele. Założyłam spodnie dresowe i bluzę na zwykłą podkoszulkę. Jest lato, duszno słońce zamiast grzać pali, a ja musiałam chować ciało pod ciuchami zakrywając je. Właśnie była godzina śniadania więc przejechałam parę razy szczotką po włosach i zeszłam. Jak on mógł za każdym razem normalnie się zachowywać, tak jakby nigdy nic się nie wydarzyło. Nalałam sobie mleka, wysłałam płatki usiadłam z brzegu stołu.
- Jak już zjesz przyjdź do mojego gabinetu.- Usłyszałam jakże przesłodzony głos dyrektorki. Pokiwałam tylko głową i wróciłam do jedzenia.
Idąc długim nie oświetlonym korytarzem do gabinetu, myśląc co znowu takiego zrobiłam. Weszłam do gabinetu, a moim oczom ukazała się dyrektorka rozmawiając.z kobietą i mężczyzną.
- Usiądź proszę. - Wskazała na krzesełko obok pary.
- To jest państwo Jonson, są małżeństwem już dwadzieścia lat, mimo to chcieli zaadaptować dziecko. Pomyślałam o tobie. - Widząc jej słodki uśmiech czułam jakbym zaraz miała wymiotować tęczą.
- To jest Julie, już kilka razy była w rodzinie zastępczej, ale niestety za każdym razem wracała.
- Bardzo nam miło, mamy syna rok starszego od ciebie na pewno byście się dogadali, nazywa się Dominic. Ja jestem Casandra a mój mąż to Jake.- Casandra wydawała się bardzo miła i taka szczera nie tak jak większość kobiet adoptujących mnie. Była taka prawdziwa i ciągle uśmiechnięta.
- Mnie też bardzo miło.
- Jeszcze dziś wrócisz z nimi do domu. Idź się pakuj złotko.- Pokiwałam posłusznie głową i poszłam do pokoju.
Rzuciłam się na łóżko, ze szczęściem na twarzy. Byłam szczęśliwa tylko dlatego, że dziś już nie zrobi mi krzywdy, nie będę musiała cierpieć. Wyjęłam torbę i zaczęłam ją pakować. Po skończeniu położyłam się i zasnęłam.
Poczułam czyjąś dłoń ma moich plecach, która zsuwała się co raz niżej. Podniosłam głowę i zobaczyłam Pana Smitha, przez chwilę myślałam, że koszmar który odbywał się każdej nocy zaraz się powtórzy. Ale nie nie tym razem podniosłam się z łóżka, wzięłam torbę i podeszłam do drzwi.
- Łapy przy sobie. - Rzuciłam krótkie spojrzenie i wyszłam.
Moi przyszli opiekunowie czekali już na mnie przy wyjściu. Wsiedliśmy do czarnego samochodu i odjechaliśmy.
****
Claire
Cześć, chcemy wam powiedzieć z. moją przyjaciółką która napisze kolejny. rozdział, że głównym bohaterem będzie. Justin. Chciałybyśmy poprosić was o. szczere komentarz i uwagi.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz