sobota, 31 sierpnia 2013

Rozdział Czwarty.



    Rzuciłam się na łóżko, łzy samoistnie popłynęły mi po policzkach. Przed oczyma cały czas miałam ich wyrazy twarz. Byłam zła sama na siebie, nie potrzebnie zakładałam ten przeklęty kostium. Podniosłam się i powrotem założyłam dres. Nie za bardzo wiedziałam co ze sobą teraz zrobić. Nie chciałam tu sama siedzieć, ale też nie zbyt chętnie spędziłabym ten czas na dole. Przemyłam twarz, aby nie było widać że płakałam i w końcu postanowiłam zejść. No niestety zawsze miałam pecha i wpadłam na Casandre.
 - Nie idziesz się kąpać? - Zapytała z uśmiechem.
 - Nie, chyba dziś odpuszczę. - Też postarałam się uśmiechnąć, ale wyszedł z tego tylko grymas.
 - Złotko, płakałaś? - Zaczęła mi się przyglądać.
 - Nie nie kichałam. - Tym razem wyszedł mi sztuczny uśmiech.
 - Na pewno, jeżeli byś chciała to możemy porozmawiać. - Zaproponowała. Czyżby się o mnie martwiła?   Nie wiem nie znam tego uczucia kiedy ktoś się o ciebie martwi.
 - Dobrze. - Ominęłam ją i wyszłam na taras Justin i Dominic stali do mnie tyłem więc bezszelestnie usiadłam na leżaku zdała od nich. Za domem mieścił się mały lasek, drzewa bardzo wysokie i liściaste. Piękny widok mówię wam to trzeba zobaczyć. Moje rozmyślania przerwał mi ktoś, odwróciłam głowę i ujrzałam Dominica z Justinem. Przez chwilę żadne z nas nie wydawało żadnych dźwięków. Patrzyliśmy na siebie tempo.
 - Przepraszam. - W końcu odezwał się Dominic.
 - Czy ktoś cię..- Nie dokończył, ale wiedziałam jakie słowo ma na myśli. POBIŁ tak to było to słowo.
 - Nie Justin, spadłam ze schodów to wszystko. - Nawet mi się nie śni żeby powiedzieć mi prawda. Spojrzał mi prosto w oczy. Moja wada było to ze z nich można było wyczytać wszystko.
 - Kręcisz. - Wtrącił Dominic, siadając obok mnie.
 - Nawet jeśli to już nie jest wasza sprawa.- Podniosłam się i już chciałam iść, ale Dominic mnie zatrzymał.
 - Słuchaj Przepraszam, jesteśmy teraz rodziną i nie musimy się kłócić więc zapomnijmy o tym. Ale mimo to powinnaś mówić prawdę, aby ktokolwiek mógł ci pomóc. - Spojrzałam na niego, zdziwiona. Nie spodziewałam się tego że ktoś użyje do mnie słów jak rodzina.
 - Dobra, jeżeli uznam że ci ufam to może powiem ci, ale wątpię żebyś potrafił mi pomóc. - Od razu przypomniał mi się ten horror który przeżywałam prawie co noc.. Zupełnie się odcięłam myśląc o tym wszystkim. Stałam na przeciwko nich nie zwracając na nic zupełnie uwagi. Poczułam jak po moich polikach spływają łzy. Od razu je wytarłam.
 Dominic się podniósł i objął mnie.
 - Wszystko dobrze? - Zapytał.
 - Tak, przepraszam. - Na dwór wyszedł Jake wołając nas na kolacje.
Usiadłam do stołu, zjadłam to co miałam na talerzu. Chłopcy wrócili nad basen, ja zostałam i pomogła sprzątać.
 - Usiądź, proszę. - Wskazała krzesło naprzeciwko. Zrobiłam tak jak prosiła.
 - Coś się stało? - Zapytałam od razu.
 - To ja powinnam zadać ci to pytanie. Rozumiem pierwszy dzień, ale dlaczego mię chcesz się otworzyć. - Złapała mnie za dłoń i popatrzyła na mnie.
 - Bo wiem że za chwilę wrócę tam skąd przyszłam. Tak jak zawsze więc, boję się mówić o uczuciach. - Opuściłam wzrok.
 - Obiecuje ci że nikt cię nie odda, zostajesz z nami, dlatego chciałabym abyś była szczera i powiedziała z skąd masz te siniaki. - Skąd ona o nich wiedziała, czyżby Dominic jej powiedział.
                                   *****
                                  Claire
   Może nie zaskakuje, ale pisane o północy więc przepraszam. Dawajcie komu, tylko szczere.

Rozdział Trzeci.

Po chwili usłyszałam pukanie do moich drzwi i wszedł Dominic.
- Chodź na obiad. - Powiedział i wyszedł a ja zrobiłam to samo.
Czułam sie nie swojo w tym domu i z tymi ludźmi. Wszyscy usiedli do stołu a ja zrobiłam to samo. Zaczęłam jeść jak wszyscy. Obiad był bardzo smaczny nie to co w sierocińcu. Zjadłam wszystko podziękowałam i poszłam na górę. Położyłam sie na łóżku minęło jakieś 15 minut na moje oko.
- Wyjdź nad basen do Dominica kolega do niego przyszedł. - Powiedziała a ja zrobiłam to co chciała. Zeszłam na dół i wyszłam z domu za domem rzeczywiście był basen i to nie jaki wielki a wokół niego leżaki był też gril i stół. Usiadłam na jednym z leżaków  zobaczyłam Dominica a obok niego stał przystojny brunet z piwnymi oczami spojrzeli na mnie i zaczęli o czymś rozmawiać speszyłam sie bo wiedziałam, że to o mnie.
Po chwili podszedł znajomy Dominica do mnie.
- Jestem Justin a ty ? - Powiedział Spojrzałam sie na niego.
- Ja Julie. - Odpowiedziałam
- Śliczne imię, gdzie twój kostium - Dał komplement po czym zadał pytanie.
- Ja dziś nie korzystam z basenu. - Powiedziałam.
- A rozumiem kobiece sprawy. - Powiedział i sie uśmiechnął.
- Nie do końca- Odpowiedziałam. Po czym poszedł i wskoczył do wody.
 Podeszła do mnie Casandra.
- Mała zmiana planów teraz jedziemy do sklepu zbieraj się. - Powiedziała.
A ja poszłam za nią. Weszłyśmy do auta i pojechałyśmy po 15 minutach weszłyśmy do wielkiego centrum handlowego.
- Hmm To co pierwsze... Buty.. - Spytała i sama sobie odpowiedziała. A ja jej tylko przytakiwałam.
Weszliśmy do sklepu kupiła mi parę baletrin obcasy na wyjątkowe okazje i turkusowe conversy.  Byłam szczęśliwa, że ktoś w końcu o mnie dba. Weszłyśmy do sklepu z sukienkami. Kupiła mi Dwie sukienki czarną i czerwoną. Miałam dość tych sklepów bo weszliśmy do jeszcze następnego kupiła mi z 20 bluzek które mi się podobały i różne spodenki, spodnie, leginsy,spódniczki.
- Masz piękną cerę więc nie potrzeba ci kosmetyków.- Powiedziała.
Weszłyśmy tylko po perfumy. Po czym poszłyśmy do salonu kosmetycznego zrobiła mi paznokcie u rąk i u nóg.  Zrobiła mi jeszcze włosy przycięła wymodelowała. Wtedy wyszłyśmy z salonu.
- Czegoś jeszcze brakuje. Julie jak myślisz - Spytała mnie.
- Kostium - odpowiedziałam.
Wtedy weszłyśmy do sklepu i wybrałam sobie dwa kostiumy jeden kolorowy a drugi cały czarny. Casandra zapłaciła i pojechaliśmy do domu. Wyszłyśmy z auta.
- Idź sie przebierz w kostium i idź nad basen do chłopaków. - Powiedziała wtedy ja zabrałam torby i poszłam do siebie założyłam czarny kostium spojrzałam w lustro miałam pełno siniaków na brzuchu i nogach nie mogłam sie tak pokazać. Owinęłam się ręcznikiem i wyszłam. Usiadłam w tym samym miejscu co przedtem. Chłopaki sie na mnie spojrzeli. Podszedł Justin,
- I co masz kostium. - Powiedział..
- No mam - Odpowiedziałam.
- Idziesz do wody - Spytał.
- Nie -odpowiedziałam.
On wtedy odszedł i podszedł do mnie Dominic usiadł na tym samym leżaku co ja i patrzył w niebo. Po chwili szybko mnie złapał. I biegł w stronę wody..
- Nie, Nie , Nie - Krzyczałam a on nie zwracał na to uwagi i wrzucił mnie do wody. Ręcznik ze mnie spadł w wodzie a gdy opuściłam basen poczułam chłopaków wzrok na mnie.
- Co ci... - Powiedział Justin ale nie dokończył bo mu przerwałam.
- Zadowolony !! - Krzyknęłam do Dominica i poszłam do domu. Byłam zła zobaczyli moje siniaki na szczęście Casandry nie było na widoku aby mogła mnie zobaczyć.

                                                               ***
Carola :**

Rozdział Drugi.

Podjechaliśmy pod duża willę. Nie rozumiałam jak taka rodzina chciała takiego kogoś jak ja, wysiadłam z auta i zobaczyłam umięśnionego blondyna który skojarzył mi się z gwałcicielem w sierocińcu. Podszedł do mnie.
- Hej jestem Dominic- Powiedział i sie uśmiechnął.
- Wiem a ja jestem Julie - Powiedziałam i puściłam jego rękę. Chyba wyczuł, że jestem wystraszona. Podeszła do mnie Casandra i objęła mnie ramieniem, spojrzałam na nią.
- Dominic oprowadzi cię po domu.Prawda ? - I spojrzała na niego.
- Tak Tak - Odpowiedział z chęcią. Spojrzał na walizkę obok mnie, podszedł do niej i wyciągnął rękę. Ja spojrzałam się na niego wystraszona.
- Spokojnie nie zabiorę ci jej - Powiedział a ja mu pozwoliłam ją wziąć, i sie sztucznie uśmiechnęłam.
Poszedł w stronę domu, a ja niepewnie za nim. Otworzył przede mną drzwi wtedy weszłam do środka.
Ujrzałam strasznie duży salon z plazmówką i wielka kanapą, zobaczyłam też ogromną kuchnię była wyposażona w przeróżne gadżety. Poszliśmy schodami na górę pokazał mi pokój.
- To jest mój pokój. - Powiedział.
- Następny jest twój a jeszcze następny rodziców. - Dodał.
- A łazienka ?- Spytałam
- Każdy pokój połączony jest z łazienką masz własną. - Powiedział.
- O mój borze - Szepnęłam
- Mówiłaś coś ?- Spytał .
- Nie nie - Skłamałam.
- To dobra idź do swojego pokoju rozpakuj się i zrób co tam chcesz niedługo jest obiad przyjdę po ciebie. - Powiedział troskliwym głosem .
- Ok. - Odpowiedziałam.
Po czym Dominic znikł mi z oczu bo poszedł do swojego pokoju wtedy ja weszłam do pokoju nazwanego teraz moim. Zobaczyłam Fioletowe ściany i piękne białe łóżko, piękną meblościankę w jasnym kolorze drzewa do tego biurko z fioletowym laptopem i telewizor taki jak był w salonie.
Wyjęłam swoje dwie jedyne bluzki i schowałam je do szafy tak jak pozostałe rzeczy. Wtedy do pokoju weszła Casandra spojrzała na zawartość szafy.
- Coś nie wiele masz tych ciuchów. I takie nie zadbane. - Powiedziała a ja wzruszyłam ramionami.
- Nie mam innego wyboru. - Powiedziałam i sie na nią spojrzałam.
- Jutro rano pojedziemy do centrum handlowego i ci coś kupimy. Mamy basen z tyłu domu chcesz po obiedzie z nami popływać? - Spytała a ja spojrzałam sie na szafe.
- Więc kostium też kupimy. Pójdziemy do fryzjera i kosmetyczki. - Ja nic nie mówiłam nie chciałam się sprzeciwiać. Wtedy wyszła z pokoju.
- O i zejdź zaraz na dół jest obiad. - Powiedziała i zamknęła za sobą drzwi.
   
                                                                   ***
Tu Carola... Sory że wcześniej nie pisałam no ale moja BFF się wami zajęła. Mam nadzieję, że wam się podoba ten rozdział napisany przeze mnie.



piątek, 30 sierpnia 2013

Rozdział Pierwszy.


   Godzina dwudziesta druga, leżę pod starą kołdrą w ciemnym pomieszczeniu i modlę się aby już nie było żadnych niespodzianek. Ciągle w myślach przewijają się czarne "chmury", po raz tysięczny zastanawiam się nad ucieczką z tego miejsca, ale już po chwili zdaje sobie sprawę z tego że to nie realne. Nagle moje rozmyślania przerywa ciche wołanie zza drzwi.
 - Julie. - Od razu rozpoznałam ten sykliwy głos.
 Do pokoju wszedł wysoki mężczyzna, lekko umięśniony, o niebieskich oczach i blond włosach, jego nos tak jakby miał garba, dlatego wszyscy mówili na niego"kinol".
Wiedziałam co teraz nastąpi, pod powiekami zbierały mi się łzy, mimo to nadal leżałam tyłem udając że śpię.
 - Nie udawaj. - Złapał mnie za ramię i odwrócił w swoją stronę.
  Zacisnęłam powieki, mimo to zsunął ze mnie kołdrę. Na samą myśl o tym co.zaraz się wydarzy robiło misie nie dobrze. Słyszałam jak zdejmuje pasek, ale nie byłam w stanie otworzyć oczu. Już po chwili zaczął mnie rozbierać, jak zawsze starałam się wyrwać, ale on jest silniejszy. Kiedy już byłam naga, zaczął ssać moje sutki, moje poliki były zalane łzami. Kiedy skończył wszedł we mnie gwałtownie zakrywając mi ust dłonią aby stłumić mój krzyk pomieszany z głośnym szlochem. Jego ruchy były bardzo gwałtowne, wiedziałam że nie wytrzymam i zemdleje, ale on nie zwracał na to uwagi. Zaczął mnie bić po żebrach, a ja zaczęłam odpływać. Kiedyś myślałam, że kobiety z seksu czerpią przyjemność, na tą chwilę dla mnie stosunek mógłby nie istnieć. Uważam ze nigdy nie poczuje przyjemności z tej czynności, a tak bardzo bym chciała. Rano obudziłam.się naga przykryta kołdrą, narzuciłam na siebie szlafrok i podeszłam do lustra. Zobaczyłam w nim blada dziewczynę z podkrążonymi oczami i siniakami na ciele. Założyłam spodnie dresowe i bluzę na zwykłą podkoszulkę. Jest lato, duszno słońce zamiast grzać pali, a ja musiałam chować ciało pod ciuchami zakrywając je. Właśnie była godzina śniadania więc przejechałam parę razy szczotką po włosach i zeszłam. Jak on mógł za każdym razem normalnie się zachowywać, tak jakby nigdy nic się nie wydarzyło. Nalałam sobie mleka, wysłałam płatki usiadłam z brzegu stołu.
- Jak już zjesz przyjdź do mojego gabinetu.- Usłyszałam jakże przesłodzony głos dyrektorki. Pokiwałam tylko głową i wróciłam do jedzenia.
 Idąc długim nie oświetlonym korytarzem do gabinetu, myśląc co znowu takiego zrobiłam. Weszłam do gabinetu, a moim oczom ukazała się dyrektorka rozmawiając.z kobietą i mężczyzną.
 - Usiądź proszę. - Wskazała na krzesełko obok pary.
 - To jest państwo Jonson, są małżeństwem już dwadzieścia lat, mimo to chcieli zaadaptować dziecko. Pomyślałam o tobie. - Widząc jej słodki uśmiech czułam jakbym zaraz miała wymiotować tęczą.
 - To jest Julie, już kilka razy była w rodzinie zastępczej, ale niestety za każdym razem wracała.
 - Bardzo nam miło, mamy syna rok starszego od ciebie na pewno byście się dogadali, nazywa się Dominic. Ja jestem Casandra a mój mąż to Jake.- Casandra wydawała się bardzo miła i taka szczera nie tak jak większość kobiet adoptujących mnie. Była taka prawdziwa i ciągle uśmiechnięta.
 - Mnie też bardzo miło.
 - Jeszcze dziś wrócisz z nimi do domu. Idź się pakuj złotko.- Pokiwałam posłusznie głową i poszłam do pokoju.
  Rzuciłam się na łóżko, ze szczęściem na twarzy. Byłam szczęśliwa tylko dlatego, że dziś już nie zrobi mi krzywdy, nie będę musiała cierpieć. Wyjęłam torbę i zaczęłam ją pakować. Po skończeniu położyłam się i zasnęłam.
 Poczułam czyjąś dłoń ma moich plecach, która zsuwała się co raz niżej. Podniosłam głowę i zobaczyłam Pana Smitha, przez chwilę myślałam, że koszmar który odbywał się każdej nocy zaraz się powtórzy. Ale nie nie tym razem podniosłam się z łóżka, wzięłam torbę i podeszłam do drzwi.
 - Łapy przy sobie. - Rzuciłam krótkie spojrzenie i wyszłam.
 Moi przyszli opiekunowie czekali już na mnie przy wyjściu. Wsiedliśmy do czarnego samochodu i odjechaliśmy.
                                   ****
                                  Claire



            Cześć, chcemy wam powiedzieć z.      moją przyjaciółką która napisze kolejny.    rozdział, że głównym bohaterem będzie.    Justin. Chciałybyśmy poprosić was o.  szczere komentarz i uwagi.

Prolog


   Ból, gniew i cierpienie nie tylko psychiczne jak i fizyczne. Trzy krótkie słowa jakże proste w wypowiedzeniu, jednak mają wielkie znaczenie. Chociaż jedno z nich towarzyszy większości ludziom. Niestety ja też należę do tych ludzi, jednak mnie towarzyszą wszystkie trzy uczucia dzień w dzień od dnia moich narodzin. Moim jedyny domem w którym zabawiłam na dłużej jest sierociniec, jeżeli w ogóle można to nazwać domem. Często przenosili mnie Dobrodzień zastępczych taka jakby adopcja, ale za każdym razem wracałam tam skąd przyszłam. Do bidula. Co w całe mnie nie dziwi, ludzie którzy mnie przygarniali mówili ze jestem dzika, mało mówię i mało robię inaczej chodzące zombie. Tak to prawda boję się ludzi, a zwłaszcza mężczyzn, straciłam dziewictwo w wieku dziewięciu lat. Przyczynił się do tego jeden z opiekunów domu dziecka przez siedem lat do dnia dzisiejszego prawie co noc przychodzi i mnie gwałci, nie raz chciałam przyfasolić mu i uciec gdzie pieprz rośnie, ale wiem że to nie możliwe. Za każdym razem kiedy to robi jest bardzo brutalny, często tracę przytomność podczas stosunku, a jeśli nie to mnie bije w trakcie. Moim jedynym celem na tą chwilę jest doczekać moich osiemnastych urodzin, wtedy będę wolna i będę mogła zrobić że swoim życiem co będę chciała. Zostało mi jeszcze dwa lata, wtedy nie będę już molestowana, traktowana jak śmieć i nikt nie będzie już mnie podrzucić do tych zasranych rodzin zastępczych. W końcu opuszczę ten cały burdel.
                                  ****
                                 Claire.